Słowo wstępu

Kto choć raz był na Rynku Głównym, w centrum krakowskiego genius loci, wie, że czas pod Wawelem płynie inaczej: dla jednych wolniej, spokojniej, dla innych ciekawiej, w każdym razie – nie tak, jak gdzie indziej. Jest tak dzięki doświadczeniu ponad tysiąca lat historii miasta: stolicy państwa Piastów i Jagiellonów, średniowiecznego ośrodka handlowego i renesansowej kuźnicy nauki, wielokulturowego tygla, nazywanego dawniej „drugim Rzymem”, ale też „drugą Jerozolimą”. Miasta, którego pejzaż, także ten kulinarny przez wieki tworzyli Polacy, Włosi, Austriacy, Niemcy, Żydzi, mieszkańcy Kresów, Bałkanów i Bliskiego Wschodu.

To krakowianie już w wiekach średnich mogli poznać smak szafranu, anyżu, goździków czy imbiru - orientalnych przypraw, przywożonych przez zamorskich kupców. Nie brakowało im też soli z pobliskiej Wieliczki, „białego złota”, na którym miasto zbudowało swoją gospodarczą potęgę. To tutaj włoska królowa Bona Sforza rozpoczęła warzywną rewolucję, chcąc zastąpić tłustą, mięsną polską dietę śródziemnomorskimi przysmakami. I choć trwało to znacznie dłużej, niż się spodziewała, kalafiory, brokuły, karczochy i szparagi w końcu zawojowały nie tylko jagiellońskie stoły. To w okolicach Krakowa, na magnackich dworach odbywały się uczty nad ucztami, a o tym, co się wówczas jadło wiemy z Compedium ferculorum, pierwszej znanej polskiej książki kucharskiej, spisanej przez Stanisława Czernieckiego, kuchmistrza Lubomirskich na zamku w Wiśniczu, zaledwie pół dnia konno (albo godzinę autem) d grodu Kraka.

To w Krakowie rozpoczęła się na przełomie XVIII i XIX wieku moda na kawę i kawiarnie w wiedeńskim stylu, a wraz z nimi – na zajadanie się pysznymi tortami z pischingerem i sacherem na czele. A jeśli cofniemy się do początków polskiej państwowości, okaże się, że to na zboczach Wzgórza Wawelskiego już w połowie X wieku powstała pierwsza na ziemiach polskich winnica. Warto więc zająć miejsce w restauracyjnym ogródku i wtopić się w rytm Krakowa, jakże niepowtarzalny i niepodobny do innych miast, czerpiący trochę z Wiednia, trochę z Florencji, trochę z Amsterdamu lub Antwerpii. A obserwując miejskie życie, spróbować kaczki po krakowsku, flaków, strogonowa (koniecznie tego „dla Szymborskiej”) albo związanych z żydowską tradycją Kazimierza gęsich pipków i gefilte fisch. Całość popić winem z krakowskiej Srebrnej Góry lub jednej z winnic Jury czy Pogórza Wielickiego, a na deser spróbować małdrzyków po „krakosku”. I rozkoszować się smakiem potraw. Bo Krakowie kuchnia, tak jak życie tutaj, jest pyszna!

 

Szymon Gatlik, przewodnik kulinarny, Kraków Food&Travel

Szanowny Kliencie, w celu zapewnienia najlepszej jakości usług oraz zagwarantowania najlepszych promocji wykorzystujemy pliki cookies. Jeśli zgadzasz się przekazywać nam te informacje prosimy o kliknięcie „Zgadzam się”. Polityka prywatności >>